by Vanes

28 mar 2013

Rozdział trzeci

Również rozdział poprawiony... Zapraszam!
Betowała: Vanes (Loffciam!)


Nie zareagowała od razu. Jej zdolność myślenia w tej jednej krótkiej sekundzie wyparowała. Porażona doznaniem dotyku gorących warg na swojej skórze zapragnęła więcej. Odwróciła głowę w stronę jego twarzy, przyciskając usta do jego policzka. To było dla niego jak impuls elektryczny. Wszystkie hamulce puściły. Podniósł gwałtownie głowę, by na nią spojrzeć. Jej rozchylone wargi kusiły go. Przyciągała go jak słodki nektar. Nie zastanawiając się dłużej, pocałował ją mocno, odkrywając się całkowicie. Euforia, jakiej doświadczyli, zatańczyła im przed oczami milionem barw i kolorów. Eksplozja uczuć buchnęła z nich niczym iskry z ogniska. Ich języki splotły się, szukając wspólnego rytmu do tajemniczego, skrajnie podniecającego tańca. Ciała instynktownie zbliżyły się do siebie. Chłonęli się wzajemnie, nie mogąc przestać. Myśli odpłynęły zastąpione rozkoszą. Ogarnęło ich szaleństwo, powodując w umysłach burzę z piorunami. Gorączka zmysłów nastawionych na czerpanie przyjemności rozlewała swe fale w ich organizmach. Serca biły z zawrotną prędkością o mało nie wyskakując na zewnątrz. Pod naporem ust chłopaka Lucy zrobiła krok w tył, co ten wykorzystał i sprawnie, nie przerywając kontaktu, zamienił się z nią miejscami tak, że teraz to ona stała pod ścianą. Jedna jego dłoń gładziła jej talię a druga rozpoczęła wędrówkę w dół jej łokcia, odszukując dłoń dziewczyny spoczywającą na jego brzuchu. Zdecydowanym chwytem oderwał ją stamtą, splatając ich palce i podnosząc je na wysokość jej głowy, przyciskając je do ściany. Stanowczość tego gestu rozpaliła ją. Drżąc z podekscytowania, wolną ręką złapała go za szyję, przyciągając go jeszcze bliżej. Fajerwerki w jego umyśle, wciąż rozbudzały się od nowa, napędzając go energią do działania. Głowy co chwilę zmieniały położenie, dopasowując się do łapczywego, ostrego tempa wymienianych pocałunków. Szelest ubrań, ciche westchnienia i wymykające się z gardeł jęki – oprócz tych odgłosów nic nie zakłócało ich sensacyjnych uczuć.
Chaos, spowodowany ilością nowych doznań, powoli ich opuszczał.  Pocałunki stawały się słabsze, przechodząc z natarczywych i niecierpliwych do spokojniejszych, dłuższych, bardziej namiętnych. Po zaspokojeniu żądzy, która się w nim obudziła, muskał wargi dziewczyny, ciągle nie mogąc się nasycić. Z wyczuciem ssał jej dolną wargę i kąsał delikatnie zębami. Chwilę później rozłączył ich usta, kończąc akt. Oparł swoje czoło o jej, biorąc głęboki wdech na uspokojenie rozszalałych nerwów. Lucy spazmatycznie wciągała powietrze, za wszelką cenę starając się opanować. Zaróżowione z podniecenia policzki i oczy wciąż zamglone po  przeżytych uniesieniach, oddawały w pełni stan jej ducha. Trwali tak w swych objęciach patrząc na siebie. Lekki, niesamowicie nieśmiały, wręcz nie pasujący do sytuacji sprzed chwili, uśmiech Lucy powiedział mu wszystko. Słowa okazały się zbędne. Obydwoje wiedzieli, że stało się między nimi coś, co zapoczątkowało ich nową, wspólną drogę.

Budząc się rano miała wrażenie, że jest lekka jak piórko, a świat stoi przed nią otworem. Czuła, że jest w stanie przenosić góry. Przymknęła oczy, przypominając sobie wydarzenia z poprzedniego wieczoru. Nigdy by nie podejrzewała, że właśnie tak to się potoczy. Cieszyła się. Inicjatywa Natsu pomogła jej uświadomić sobie czego tak naprawdę pragnęła. Dostała to wszystko właśnie od niego. Udała się do łazienki tanecznym krokiem, zgarniając z krzesła ubrania, które miała zamiar założyć. Chciała iść popływać. Rozpierająca ją energia musiała znaleźć swoje ujście w wysiłku fizycznym. Choć już zaczynało jej brakować jego towarzystwa, wiedziała, że wkrótce się zobaczą. Pakując do torby ręcznik, rozejrzała się po pokoju w poszukiwaniu olejku do opalania. Leżał na szafce koło łóżka. Podchodząc, by go zabrać, skierowała wzrok na kąt pokoju, w którym wczoraj stali. Rumieniec na jej policzkach dobitnie świadczył o ogarniającej ją ekscytacji. „Przestań” skarciła się w myślach. Kończąc pakowanie postanowiła, że zobaczy się z Erzą i powie jej, dokąd się wybiera. Wyszła na korytarz cicho zamykając za sobą drzwi i kierując się do pokoju przyjaciółki. Zapukała dwukrotnie a słysząc wołanie, że jest otwarte, nacisnęła klamkę, wchodząc do środka. Ogarniając spojrzeniem pomieszczenie, zorientowała się, że Erza musi być w łazience.
- Zaraz przyjdę! – Usłyszała głos koleżanki dochodzący zza drzwi. – Tylko się odświeżę!
Lucy usiadła na łóżku, cierpliwie czekając. Po chwili, owinięta ręcznikiem, wyszła Erza, roztaczając wokół siebie zapach cytrynowego żelu pod prysznic.
- O matko, moje plecy – jęknęła żałośnie. – Co  tam, Lucy?
- W porządku. Chciałam ci tylko powiedzieć, że idę popływać. Gdybyście mnie szukali, będę na plaży – mówiąc to wstała, poprawiając niesforny kosmyk swoich blond włosów.
- Jasne. Dzięki za informację. Ja chyba dzisiaj odpuszczę sobie słońce, plecy mnie pieką niemiłosiernie. – Użyła podmiany, by zmienić ubranie. – Chyba będę potrzebować czegoś na złagodzenie tego bólu – mówiąc to skrzywiła się. – Lucy, stało się coś? – spytała nagle świdrując ją spojrzeniem.
- Nie, nic  – odparła szybko speszona. – Dlaczego pytasz?
- W sumie sama nie wiem… - Przekrzywiła głowę w bok, mrużąc oczy. –Jakoś inaczej wyglądasz…
- Wydaje ci się. –  Kiwnęła  lekceważąco ręką, nie pozwalając jej skończyć a w duchu marząc, aby jak najszybciej się stąd ulotnić. Owszem, stało się, i to dużo  w ciągu ostatniego wieczoru, ale nie chciała na razie nikomu nic mówić. Najpierw musiała dojść do ładu z samą sobą i porozmawiać z Natsu. Wczoraj nie starczyło im na to czasu. Obydwoje trochę zaskoczeni, jak również zadowoleni z obrotu wydarzeń, nie chcieli zawracać sobie głowy czymś tak przyziemnym jak poważna rozmowa. Spędzili razem jeszcze jakąś godzinę, siedząc na łóżku, zadowalając się swoim towarzystwem w zupełnie niekrępującej ciszy. Lucy, pod wpływem delikatnego głaskania jej włosów przez chłopaka, usnęła z głową opartą o jego tors.
- Skoro tak, to miłej zabawy. – Erza postanowiła dać sobie spokój. – Widzimy się wieczorem przed stacją - dodała, odprowadzając ją wzrokiem.
Lucy uśmiechnęła się do niej. Pożegnała się i poszła.
Gdy znalazła się na miejscu, rozwinęła ręcznik i ściągnęła ciuchy, pozostając w kostiumie kąpielowym. Niewielu ludzi kręciło się o tej godzinie po okolicy. Zbliżyła się do brzegu, przez chwilę wpatrując się w ruchy fal. Morze było spokojne, a słońce na niebie zachęcało do kąpieli. Weszła głębiej, czując chłodną jeszcze wodę. Zaczęła płynąć. Na początku spokojnie, wręcz leniwie, stopniowo przyspieszając, aż odnalazła swoje tempo. Płynąc, nie rozglądała się na boki, prąc do przodu. Znów myślała o nim, tracąc poczucie czasu. Dopiero świadomość, że jest głodna, zmusiła ją do przerwania rozrywki. Z lekką zadyszką wyszła z morza. Słońce przyjemnie rozgrzewało jej zimną skórę. Nagle dostrzegła obok siebie kota Natsu – Happy’ego.
- Mam dla ciebie wiadomość, Lucy – rzekł, jednocześnie aktywując swoją magię skrzydeł i wzbijając się ponad jej głowę.
- Hę? Jaką? – mruknęła nieco zaciekawiona, wycierając ręcznikiem mokre, posklejane od słonej wody włosy. - A gdzie Natsu? – spytała, rozglądając się w poszukiwaniu chłopaka. Kilkoro dzieci szykowało się do zabawy, w pośpiechu wyrzucając zawartość swoich plecaków na koc, kawałek dalej spacerowała para  staruszków. Rodzina z dwójką dzieci stała przed sklepikiem z lodami. Grupka roześmianych nastolatek rozkładała leżaki do opalania, robiąc przy tym sporo hałasu.  Obejrzała się za siebie, jakby w obawie, że zaraz skądś wyskoczy i wywinie jej jakiś numer. Gdy nigdzie go nie dostrzegła, uniosła dłoń do czoła, by osłonić się przed słońcem i spojrzała w górę,  na kota, który unosił się nad nią.
- Tak właściwie to wiadomość od niego. Kazał przekazać, że musiał pilnie wyjechać, wróci do Magnolii za jakiś tydzień – wyrzucił z siebie szybko, po czym wzniósł się jeszcze wyżej, nie wiedząc, jak zareaguje na to Lucy. Gdyby się wściekła, mógłby oberwać, a niespecjalnie mu na tym zależało.
Z każdym jego słowem oczy Lucy stawały się coraz większe. Przez jej głowę przeleciało tysiące myśli, a każda coraz bardziej absurdalna i niewiarygodna.
- C-co?!  – wyjąkała z trudem, starając się nie panikować. - Dlaczego? Gdzie? Po co? –W jej głosie zaczęły pobrzmiewać niepokojące nuty. – Jak to, do cholery?! – Wkurzyła się. – Mów, co jest grane?! – krzycząc, wycelowała w niego oskarżycielsko palcem, jakby sam ten gest miał sprawić, że towarzysz Salamandra dozna nagłego olśnienia i zaraz wszystko jej wyśpiewa.
Happy zrezygnował z magii, delikatnie opadając na piasek ze smutnym wyrazem twarzy. Wzruszył ramionami, jednocześnie pociągając nosem. Widać było, że sam jest zdenerwowany i zdezorientowany decyzją przyjaciela. Lucy intensywnie zastanawiała się nad powodem postępowania Smoczego Zabójcy. Kucnęła obok kota, z rezygnacją wypuszczając powietrze z ust.

- Chodź, Happy. Musimy powiedzieć reszcie, że go nie ma. – Pociągnęła go za łapkę, zmuszając do wstania z piasku.

8 komentarzy:

  1. Czytam twojego bloga pierwszy raz i ogłaszam że jest piękny. Zapraszam cię do mnie na natsuilucy.blogspot.pl i nie mogę doczekać się nowego rozdziału. :D

    PS. Ślę wenę

    OdpowiedzUsuń
  2. blog super.... czekam na kolejny rozdział ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Już zakochałam się w tym opowiadaniu =0). Jestem ciekawa dokąd wyjechał Natsu i dlaczego akurat teraz? Jak mógł w takim momencie zostawić biedną Lucy samą. Nie mogę doczekać się kolejnych rozdziałów, czekam z niecierpliwością na nowe notki =0). Życzę baaardzo duuużo weny.

    Pozdrawiam Aia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowity blog! Chciałabym pisać tak jak ty :3 Weny życzę i zapraszam na mój blog o Nalu ;)
    http://fullmetalfairy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie piszesz i nie mogę doczekać się nowego rozdziału.
    Śle weny i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem w szoku...
    Po prostu jestem w szoku po przeczytaniu pierwszego fragmentu rozdziału, w którym opisałaś pocałunek. Bożena, jak mi brakowało czegoś poważnego w blogosferze, to to jest nie do opisania. I jak bardzo ty zaspokoiłaś swoim blogiem tą potrzebę, nie masz pojęcia. Jeszcze nigdy nie zetknęłam się z tak barwnym, tak szczegółowym opisem pocałunków. Nigdy! Nie ograniczyłaś się do dwóch, czy trzech zdań, ale rozpisałaś się tak bardzo, zawierając tyle detali, uwzględniłaś każdą, nawet najmniejszą reakcję, z pozoru nic nie znaczącą, że kłaniam Ci się nisko, bardzo nisko, za ten opis.
    Znów napiszę, że czytało się z przyjemnością, człowiek chciał więcej, więcej, cały czas więcej, i mam do Ciebie żal, że rozdziały są tak krótkie, mimo, że bardzo bogate w opisy i uczucia. Twojego talentu wręcz nie da się opisać! Jestem tak zafascynowana, że chyba dostanę depresji, jeśli skończysz tę historię. Ale bez smutów, lecę czytać kolejny rozdział, i nadal jestem pod wielkim wrażeniem.
    PS Błagam, usuń weryfikację w komentarzach, bo mnie trafi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestes chyba jedyną osobą, która doceniła moje starania opisu pocałunku. Dziękuję Ci po stokroć xD

      Usuń
  7. Natsu to tępak A nie smoczy zabójca -_-

    OdpowiedzUsuń